Dobre sąsiedztwo zaczyna się od prostych gestów: „dzień dobry” w windzie, odebranej paczki, rozmowy przy ławce, poczucia, że w razie potrzeby ktoś zareaguje. Deweloperzy muszą więc projektować przestrzeń tak, by ludzie nie tylko żyli obok siebie, ale mieli szansę naprawdę się spotkać.

Gdy sąsiad przestaje być anonimowy
Według raportu Otodom „Szczęśliwy Dom: Zróbmy sobie razem… szczęśliwe sąsiedztwo!” jakość relacji sąsiedzkich wyraźnie wiąże się z poczuciem szczęścia. Osoby, które mogą liczyć na wsparcie sąsiadów, oceniają je na 8 w skali od 1 do 10. Wśród tych, którzy takiego wsparcia nie czują, wynik spada do 6,3. Różnica jest na tyle duża, że trudno traktować sąsiedztwo jako miękki, drugorzędny dodatek do mieszkania. To raczej część codziennego dobrostanu – obok lokalizacji, układu lokalu czy dostępu do usług.
Co istotne, Polacy nie oczekują od sąsiadów wielkiej zażyłości. Dla 59 proc. badanych dobry sąsiad to przede wszystkim osoba uprzejma, życzliwa i okazująca szacunek, a dla 46 proc. – gotowa pomóc w drobnych lub nagłych sprawach. Ważne są także poszanowanie ciszy i spokoju oraz prywatności, wskazywane odpowiednio przez 36 i 35 proc. respondentów. – Kupujący mieszkanie coraz częściej pytają nie tylko o cenę, metraż i balkon. Chcą wiedzieć, czy w nowym miejscu będzie się dało normalnie żyć: bez anonimowości, bez poczucia izolacji, z ludźmi, na których przynajmniej czasem można liczyć. Dla deweloperów to oznacza istotną zmianę w kwestii myślenia o projekcie swojej inwestycji. Osiedle nie może być już tylko zbiorem budynków, ale przestrzenią, która ułatwia codzienne relacje – mówi arch. Paweł Koperski, członek zarządu Q3D Concept.
Projekt, nie przypadkowość
Skoro sąsiedztwo tak istotnie wpływa na komfort życia, to nie można zostawiać go wyłącznie przypadkowi. Oczywiście żadna architektura nie zmusi mieszkańców do rozmowy ani nie zbuduje za nich zaufania. Może jednak sprawić, że kontakt będzie łatwiejszy, bardziej naturalny i mniej zobowiązujący. To właśnie tutaj zaczyna się rola projektowania. – Dobrze zaplanowane osiedle daje mieszkańcom preteksty do krótkich, codziennych spotkań. Taką funkcję mogą pełnić dziedzińce, szerokie i czytelne ciągi piesze, ławki ustawione w miejscach, w których rzeczywiście chce się zatrzymać, zieleń dostępna dla wszystkich, place zabaw widoczne z okien, lokale usługowe w parterach czy strefy wspólne, z których można korzystać bez poczucia skrępowania. Kluczowe jest to, by przestrzeń nie wymuszała kontaktu, ale go umożliwiała – mówi arch. Paweł Koperski – Jeśli przestrzenie wspólne są dobrze zaprojektowane, stają się sceną codziennych “mikrospotkań”. Jeśli ich brakuje, mieszkańcy mijają się w garażu, windzie i przy śmietniku. Czyli tam, gdzie trudno budować coś więcej niż uprzejmą obojętność – dodaje.
Zmiana perspektywy
Sami mieszkańcy również oczekują od deweloperów czegoś więcej niż tylko budowy mieszkań. Według Otodom czterech na dziesięciu badanych uważa, że deweloperzy powinni wspierać tworzenie więzi sąsiedzkich. W praktyce nie chodzi o narzucanie wspólnoty, ale o rozsądne projektowanie przestrzeni, w której łatwiej o zwykłą życzliwość, pomoc i poczucie bezpieczeństwa. – Takie podejście wymaga zmiany perspektywy już na etapie koncepcji inwestycji. Osiedle nie powinno być układem brył, do którego na końcu „dodaje się” zieleń i małą architekturę. Projektowanie relacji zaczyna się wcześniej: od skali zabudowy, proporcji między prywatnym a wspólnym, dostępności parterów, widoczności przestrzeni wspólnych, bezpieczeństwa dojść i jakości miejsc, w których mieszkańcy mogą się zatrzymać – mówi arch. Paweł Koperski z Q3D Concept. – W projektowaniu coraz ważniejsze są miejsca, które łączą funkcje społeczne i indywidualne: kluby sąsiedzkie, przestrzenie coworkingowe, ogrody czy strefy aktywności dostępne dla różnych grup mieszkańców. Takie rozwiązania nie tworzą wspólnoty automatycznie, ale dają jej warunki do powstania. Architektura powinna być elastyczna i funkcjonalna, bo inne potrzeby ma rodzina z dziećmi, inne senior, a jeszcze inne osoba mieszkająca sama – dodaje.
